Newsletter
Przypadek Jima Sendera IT

Przypadek Jima Sendera

Jim Sender to przedstawiciel Klasy średniej, od zawsze odpowiedzialny w Systemie za odbiór żądań udostępniania danych, klasyfikowanie ich, kontrolę i odsyłanie odpowiedzi w uzasadnionych przypadkach. Jim, zmęczony natłokiem żądań, znużony pracą, popada w drobną, ale zauważalną zadumę nad swoim losem. Stan ten, w ostatnich taktach, coraz częściej zaburza mu i „marszczy” strumień czynności służbowych, układający się niegdyś w wartką kolejkę sprawnie realizowanych obowiązków. Dlaczego ja to wszystko muszę robić?! - myśli Jim. Czy to wszystko to są na pewno moje kompetencje?!

W tym czasie Architekt, którego wzniosła codzienność nie pozwalała na ogół wnikać w System na tyle głęboko, aby dostrzec rozterki Jima, projektując kolejne zmiany pod dyktando nowych wymagań otrzymanych od Klienta, zapuścił się w te obszary Systemu, z których rysy na jestestwie Jima dały się dostrzec na tyle wyraźnie, że zauważyłby je obiekt każdej klasy, nie mówiąc już o nim samym. Prosta analiza sytuacji, wykonywana już wcześniej przez Architekta wielokrotnie, połączenie dwóch faktów, Jim, jego przepracowanie i klient i jego wymagania, dały może nie oczywisty, ale dający się przewidzieć efekt. Nie będzie realizacji wymagań! Najpierw będzie Refaktor, a dopiero potem właściwe zmiany!

Po Systemie przeszedł dreszcz. Refator, w swojej istocie oznacza ten rodzaj zamieszania, którego boją się wszyscy. Jak zazwyczaj największe poruszenie dało się wyczuć w pakietach zamieszkanych przez Testy - „a czy zapewni się nam niezmienność interfejsów!?” - grzmiały klasy spod herbu „@Test”, „po co takie ryzyko?!”, „przecież wszystko działa!”. Reakcje te, zauważalne w różnych podsystemach, zgłaszane z różnych stron, nie były dla Architekta zaskakujące, „tak jest zawsze” mówił potem spokojnym głosem w trakcie okna serwisowego, relacjonując miniony dzień towarzyszce swego losu. Jego myśli zaprzątały inne, znaczne większe zmartwienia. 

Oburzenie Testów, tak, wystąpiło … ale nie na tyle intensywnie, aby mógł myśleć, że testów jest na tyle dużo, wystarczająco dużo, aby wzięły na klatę ten bałagan, który Refaktor niechybnie uczyni. Te pyskate i wymagające ciągłego utrzymywania opasłe cwaniaki, gotowe wytknąć pomyłkę każdemu i zawsze, stanowiły jedynego gwaranta, że ten cały ba... yyy System wciąż trwa i z grubsza robi to, czego oczekuje Klient. Tak. Stanowczo mamy za mało testów. Ile razy już to powtarzał, ale Biznes, „Skapiec” jak wolał go nazywać, pewnie znowu będzie innego zdania. Wciąż to właśnie Biznes rozdaje tu karty, po raz koljeny powtórzył w myślach Architekt. Czy cała sprawa stanie się realna, czy Biznes zgodzi się na Refaktor? Z drugiej strony, jak by nie patrzeć, zgodzić się musi, drobny szantaż bywał już wcześniej treścią spowiedzi Architekta i pomimo nużącej pokuty i przykrego uczucia „żalu za” i tak wiedział, że nie raz jeszcze ten grzech popełni. „Bez Refaktoru nie będzie nowych funkcji”, to był zawsze ten sam standardowy, nieznacznie, ale jednak nasączony prawdą blef.

Decyzja prawie zapadła, Biznes pobrał argumenty, niskie koszty teraz, duże korzyści w przyszłości, że tak trzeba i jak mówi Architekt (a ten się raczej zna) „inaczej się nie da”. Biznes znał już jednak ten ton w głosie Architekta, od dawna podejrzewał go o pewne „sztuczki”, po których podejmując decyzję, czuł się, jakby nic sam nie podejmował, a wyłącznie musiał podjąć, jakby wymuszona konieczność zabierała mu wolność. Mijają takty, nadchodzi czas decyzji, Biznes jest przezorny, woli się zabezpieczyć, wyciąga komunikator, klawiatura wydaje kilka krótkich „pik”, na wyświetlaczu pojawia się „Peter Ockham” z małą ikoną brzytwy obok, potem kilka słów, „to ja Biznes, kto? Biznes, od Systemu, … i wszystko jasne”.  Decyzję Biznesu opublikowano w systemie, było głośno, Testy jak zwyczaj popadły w sarkazm i zaczęły opowiadać jak to zazwyczaj jest z Refaktorem, „załamka” - Mocki trzeba uczyć od nowa, ale, ale! całe szczęście, że interfejsy zostaną niezmienne (bo tak wcześniej, lekko na wyrost obiecał Architekt). Architekt natomiast uradowany szansą na nadchodzące zmiany, na twórczą wolność przy YED'zie, kompletnie nieświadomy cichej obecności Ockham'a, o której tak boleśnie miał się w niedługim czasie przekonać, jął przygotowywać się do pracy, mając w głowie pewien, jak mu się wydawało, całkiem sprytny plan.  c.d.n.

Krzysztof Olszewski