Newsletter
SOT i Holakracja IT

SOT i Holakracja

Pisząc jeden z ostatnich moich wpisów o SOT (Self Organized Teams) jako idei zasłyszanej i wydyskutowanej w zakulisowym gremium pasjonatów IT, niestety nie wiedziałem (świat wciąż zaskakuje), że idea ta pączkuje, rozwija się i materializuje coraz mocniej. Emanacją tego, że idzie „nowe” jest Holakracja. Holakracja to nowe podejście do zarządzania organizacjami, wyrasta z Agile (elegancko współgra ze SCRUM) i choć z ogromną rezerwą, ale jednak budzi żywe zainteresowanie zdecydowanie nie tylko branży IT.

Dlaczego Holakracja? Mając SCRUM, mamy zwinność na poziomie zespołu, niestety powyżej zespołu jest organizacja, która zwinna ... nie jest, często ta „czapa” to po prostu klasyczne silosy z procesami plus kaskadowe projekty razem tworzące macierz, zwinności tu nie uświadczysz. Do tego standardem jest, że organizacje są hierarchiczne, są stanowiska, zwierzchnicy, podwładni, poziomy, zarządy itp. W przypadku gdy organizacja ma tworzyć innowacyjne produkty i usługi, w dzisiejszym ogromnie szybko rozwijającym się świecie, taka struktura przełamana odrobinę „adżjalem” na niskim zespołowym poziomie nie jest optymalnym rozwiązaniem. Pomysłem Holakracji jest „uzwinnienie” całej organizacji.

Jak to wygląda? Żegnamy się z szefami, nie ma tytułów, nie ma menedżerów, nie ma klasycznej hierarchii stanowisk. Tworzymy „kręgi”, takie jakby zespoły, które są w pełni autonomiczne oraz połączone w relacje nadrzędny – podrzędny. Każdy może mieć pomysł oraz może zaproponować jego realizację. Zadania przypisane są do ról, a nie do osób, stosuje się szereg technik i metod organizacji, zawsze związanych z otwartością, nastawieniem na komunikacje, wychodzimy od założenia, że to w ludziach tkwi mądrość (nie w hierarchii), mądrość, która emanuje w postaci aktywności pojedynczej jednostki oraz głosu „tłumu”, obie te emanacje Holakracja stara się optymalnie wyważać.

Czy ot działa? Tak. Znane są już organizacje rozmiaru korporacji, które działają w Holakracji lub właśnie ją wdrażają. Z tego względu (i nie tylko) zachęcam do zapoznania się z dosyć bogatymi zasobami w sieci na ten temat.

 Krzysztof Olszewski