Newsletter
Zlecenie IT

Zlecenie

Życie Petera w niczym nie przypominało życia typowego eksperta systemowego. Odkąd sięgał pamięcią, zawsze był inny. Tradycje rodzinne, dla wielu będące niechcianym, nużącym obciążeniem, dla Petera były uświęconą spuścizną przodków wyznaczającą kierunki jego dążeń, torującą jego drogę życia dotąd, teraz i jak zakładał, do końca. Nad tym, co zwyczajowo nazywa się kominkiem, a co u Petera pozbawione funkcji przybrało formę minimalistycznego prostokąta, wisiały dwa obrazy, Przodka i Mistrza. Jego Przodek dał mu tożsamość i znacząco negatywny, sięgający pogardy, stosunek do pokory i strachu przed nowym. Peter, wzorując się na nim, dodał do tego wyrazistego zestawu, zupełnie od siebie, umiłowanie wolności i uwielbienie dla braku jakichkolwiek ograniczeń. Od Mistrza otrzymał najważniejszą zawodową zasadę „Entia non sunt multiplicanda praeter necessitatem ” (Nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę), którą odkąd pamiętał, stosował konsekwentnie zawsze i wszędzie, w życiu zawodowym i także, choć to sprawiało znaczące problemy, w życiu prywatnym.

Zwięzłość myśli, pomysłów i koncepcji wkładana w kolejne projekty, dążenie do prostoty architektury i architektury prostoty we wszystkim, sięgające wydawałoby się granic możliwości, pozwalało Peterowi osiągać istotne według niego sukcesy, a w rzeczywistości, co było bardziej widoczne, zyskać jednocześnie dobrą i złą opinie w branży.

Uwielbiał go Biznes, mały i duży, każdy. Oszczędności na etapie projektu zawsze są potencjalnie największe, tu zwyczajowo daje się odciąć dużo, potem też jest wiele do zrobienia, „uprość”, „nie komplikuj”, „to nie jest tu potrzebne”, często musiał to powtarzać, pisać, czasem wykrzyczeć. Biznes od zawsze lubi oszczędności, Biznes od zawsze lubił Petera.

Zdarzało się, że musiał milczeć. Nie każdemu i nie wszystko można powiedzieć, to była ta smutna lekcja otrzymana od Przodka. Jak bez konsekwencji dla samego siebie przekazać Biznesowi informację, że ten działa niezgodnie z zasadami, że Jego samego też można zoptymalizować. Milczał i można by ulec wrażeniu, że w tym przypadku deklarowana przez Petera konsekwencja i odwaga odpłynęły gdzieś daleko, a równie dobrze uznać, że rezygnując z tego, dokonał kolejnej optymalizacji, redukując niepotrzebne ryzyko.

Nie lubiła go znaczna większość projektantów, twórców i wszystkich tych osób, które robią coś nowego, tych, którzy czerpią z faktu że coś powstaje, pozamaterialne korzyści oscylujące w kręgu satysfakcji, dumy, realizacji ambicji czy spełnienia. Tym wszystkim ciął, zmniejszał, ograniczał, niszczył w ich mniemaniu to, co z takim pietyzmem stwarzali. Miał w tym gronie także fanów, nierzadko zdarzało się, że ktoś pozornie „pokrzywdzony” w własnej świadomości realnie pokrzywdzony się nie czuł, na swój sposób rozumiejąc celowość działań Petera.

Zdarzało mu się także odstąpić, nie robiąc nic, poza stwierdzeniem faktu, że prościej się nie da, jednak zdarzało się to tak rzadko, że myśl o braku zajęcia nigdy nie zmarszczyła troską jego czoła, a w jego głowie gościła wtedy raczej radość ze spotkania kogoś „pokrewnego”. Choć to ukrywał, zdarzyło mu się także i to nie raz „ciąć” za bardzo, Peter uważał, że to zawsze był jego osobisty błąd, błąd operacyjny, błąd aplikacji zasad, ważne, że same zasady pozostawały nieskazitelne i słuszne, tego mógł i chciał się trzymać.

Telefon od tego właśnie Biznesu zastał Petera w okresie zastoju, kiedy to będąc pomiędzy zleceniami, pozostawał w gorzkim letargu nierobienia nic. Większość wolnego czasu kontemplował ideał monolitu, który Stanley Clark jakby specjalnie dla niego umieścił w klasycznej kosmicznej opowieści, którą to Peter uwielbiał już od pierwszego seansu w kinie. Myślał o tym, jak prostota i doskonałość łączą się razem w synergii tworzącej doskonały kształt, byt spoza tego świata, jakie pasjonujące musiało być projektowanie czegoś podobnego.

Z tym Biznesem miał stały układ, więc rozmowa nie musiała być długa, a wręcz prawie jej nie było, wiedział, że w niedługim czasie otrzyma przesyłkę i będzie musiał dosyć szybko odesłać w odpowiedzi własną. Po odłożeniu słuchawki nie dało się nie zauważyć (sam też to dostrzegł), że naprawdę ucieszył się z tego zlecenia.
c.d.n.

Krzysztof Olszewski